Kod 46 (2). „Moja droga do ekstazy. Ceremonia Ayahuaski w Peru 9.2025”.

24 września 2025 — Peru, Sacred Valley, Pisac.
Druga ceremonia Ayahuaski podczas retreatu poświęconego Human Design, Gene Keys i Medycynie Roślin.
Było to jedno z najważniejszych doświadczeń mojego życia — być może nawet wielu moich wcieleń na Ziemi.

Na kilka godzin przed ceremonią zjadłem lody kokosowe. Prosta, słodka chwila — a jednak została ze mną, jakby moje ciało już wiedziało, że potrzebuje małej, ziemskiej kotwicy, zanim wejdzie w nieznane. Potem przyszła pierwsza czarka Ayahuaski i otworzyła bramę. Natychmiast pojawiła się fala rozpaczy tak przenikliwa, że poczułem ją w każdej komórce swojego istnienia. Rozpacz krów dających mleko, wiedzących, że ich cielęta zostaną odebrane i zabite. To nie była myśl ani wizja — to było ucieleśnienie. Fizyczny, miażdżący ból, jakiego nigdy wcześniej nie znałem.

Potem pojawiły się uczucia rodziców tracących swoje dzieci. Ogromny, bezdenny żal, nie do zniesienia, a jednak nieunikniony. Przechodząc przez ten ogień, wydarzyło się coś niezwykłego — nagle otworzyła się przestrzeń dla pokory. Pokory wobec życia, wobec cierpienia, wobec kruchości istnienia. W tej pokorze pojawiło się poczucie ofiary — a wraz z nim Łaska.

W kolejnych godzinach, gdy muzyka naszych szamanów wypełniała przestrzeń, pojawił się zupełnie inny stan. Poczucie podróży w czasie, radość, spełnienie, zachwyt uzdrawiającą wibracją icaros. Sala pulsowała energią poza słowami. Głębia była ogromna — od najciemniejszych emocji po niewyobrażalną ekstazę.

W tym stanie ujrzałem obecność Jezusa Chrystusa, promieniującego czystą miłością i akceptacją. Jego istota obejmowała nas wszystkich w ceremonii jednym sercem. To była Komunia w najczystszej formie. W tym momencie zobaczyłem swoje Shiddi w świadomym Słońcu (kod 45 Komunia)— moja życiowa ścieżka objawiła się w pełnym blasku. Ekstaza to zbyt słabe słowo, by opisać to, czego doświadczałem.

Jedna ceremonia przeniosła mnie z głębin agonii na absolutny szczyt błogości. Nigdy wcześniej nie wierzyłem, że tak głębokie stany radości można dotknąć tutaj, na Ziemi. Ceremonie Ayahuaski otworzyły dla mnie bramę, by prawdziwie poczuć — a nie tylko wyobrażać sobie — czym jest Shiddi. Pokazały mi, że Ziemia zawiera w sobie zarówno piekło wojny i cierpienia, jak i niebo światła i łaski. Ścieżka zawsze prowadzi od ciemności ku światłu, tak jak w procesie alchemicznym: od rozpuszczenia do pełni, od Nigredo do Rubedo.

Najważniejsze jest to, że nie była to idea ani teoria, lecz żywe doświadczenie, które przeniknęło moje ciało i serce. Kolejne potwierdzenie, że stan Shiddi nie jest pojęciem z książki, ale realnym stanem, który może zostać ucieleśniony. I że samo ciało — poprzez cierpienie i ekstazę — jest bramą, przez którą Łaska staje się rzeczywistością.